Xiaomi Yi recenzja

0

Nasze materiały filmowe to od jakiegoś czasu mieszanka nagrań aparatem, komórką oraz kamerą sportową Xiaomi Yi zwaną przez nas pieszczotliwie Yanką. W recenzjach zbierała same pochwały, porównywana była z Go Pro i rzeczywiście parametry ma całkiem dobre, obraz czy dźwięk trudno odróżnić od lidera. Yanka była z nami już w kilku miejscach produkując blisko setkę gigabajtów filmów. Po takim czasie spokojnie mogę powiedzieć o jej zaletach i wadach.

3c_359x201_yi

Niewątpliwie jest to bardzo prosta w obsłudze, lekka i zgrabna kamera. Gdyby nie kolor, który dostawca pomylił i otrzymaliśmy urządzenie w kolorze robotnika drogowego, byłaby cudowna w wyglądzie. Yi nie ma ekranu, zatem nagrywanie odbywa się na czuja. Jest za to urządzeniem szerokokątnym co owego czuja umożliwia. Celuje się mniej więcej uzyskując całkiem dobre rezultaty. Filmy są żywe, ostre i stabilne choć kamera nie ma sprzętowej stabilizacji obrazu. Zdjęcia są takie sobie, ale to nie jest funkcja główna tego urządzenia.

Zaskakuje natomiast mała żywotność baterii, która pozwala na pracę przez około godzinę. Oczywiście pierwszym dodatkowym zakupem były akumulatorki. Ok, pojemność 1000 mAh to niewiele ale i rozmiary są niewielkie, więc w obecnym stanie technologicznym jest to jakiś standard. Dodatkowe akumulatory nie są drogie, można je wymieniać. Dużo gorzej było z grzaniem się Yanki. Pracując stawała się wyczuwalnie gorąca. Niezależnie czy na akumulatorze oryginalnym czy zamienniku, którego pochodzenie jest trudne do określenia.

Dość nieintuicyjne są też sygnały i sekwencje przełączania trybów: zdjęcie, film i inne np. timelaps’ów. Oczywiście można ustawić wszystko przez aplikację na Androida czy iOS ale to wymaga włączenia Wifi w kamerze Xiaomi co oczywiście ssie energię i samej kamery i komórki… A tego w podróży chcemy raczej uniknąć, prawda? Mamy zatem sekwencje i znaki dawane przez brzęczyk. Bip jeden zdjęcie, trzy bipy – filmy itp. Jest to też dodatkowo sygnalizowane przez diody które również migają w odpowiedniej sekwencji, więc każdy, teoretycznie, powinien być pewny jaki ma aktualnie tryb. Otóż tak nie jest. Światła nie widać w ostrym słońcu a brzęczyka nie słychać kiedy jest głośno. I tak np. na pace Toyoty na pustyni, w ostrym słońcu i przy huku wiatru nie miałem pojęcia co się włączyło. Musiałem się chować, żeby dojrzeć diody – co migają, bo przecież kamerę stale się wyłącza aby oszczędzać zawartość akumulatora.

Gwoździem do trumny naszej Yanki okazało się owo grzanie. O ile w górach, czy po prostu w normalnych warunkach naszej szerokości geograficznej temperatura była znośna i kamera pracowała, to w kraju południowym i to wcale w nie największym upale kamera non stop zawieszała się. Największym problemem było jej uruchamianie, kiedy ta po prostu nie chciała się uruchomić migając cały czas sekwencję włączam się – włączam się – czekaj. Sytuację rozwiązywało wyjęcie baterii czyli hard reset ale przy jednoczesnym przechłodzeniu. Dopiero po ostygnięciu raczyła się włączyć. Yanki nie można było też zostawić na słońcu bo gwarantowało to konieczność resetu poprzez wyjęcie baterii.

Nie wiem czy jest to charakterystyka tego egzemplarza czy całej serii. Zobaczymy, bo Yi pojechała do serwisu. Natomiast słaba intuicyjność sygnałów dawanych przez urządzenie człowiekowi jest dla mnie wadą którą trudno przeskoczyć w momencie kiedy chcesz „złapać chwilę”.

Zalety:
+ doskonała jakość materiału FullHD
+ stabilne nagrania
+ rozmiar, lekkość, design
+ cena

Wady:
– nie intuicyjność interfejsu dźwiękowo diodowego i jego niesłyszalność lub niewidzialność w warunkach bojowych
– krótki czas pracy na baterii
– luźna zaślepka gniazd microSD i zasilania (bez mechanizmu klapki, czy gumki?), którą można bardzo łatwo zgubić
– grzanie się – choć to może być tylko nasz egzemplarz, damy znać po powrocie z serwisu

Zobacz też

3c_359x201_p_jordania

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia