Smakując Diwali

0

Zaintrygowana wieczornymi odgłosami petard spytałam Panią Landlord o co chodzi i w ten o to sposób dowiedziała się o hinduskim święcie Diwali (ok, pewnie na religioznawstwie coś tam na ten temat było, ale studenckie 3Z wprowadzone w życie oznacza nie więcej niż tyle, że na starość w głowie nic nie zostaje).

Diwali
Diwali

Diwali, hinduistyczne święto światła obchodzone jest w okolicach października i listopada (święto ruchome) i trwa 5 dni. Obchodzi się je z okazji powrotu króla Ramy po zwycięstwie nad demonem Rawany. Z tej to okazji przed domami i na ulicach zapala się lampki, które mają symbolizować zwycięstwo dobra nad złem, wewnętrzne oczyszczenie i odejście od duchowej ciemności (tak w patetycznym skrócie). Lampki zapalane też są na powitanie bogini Lakszmi (Bogini Pomyślności i Dostatku) i mają jej pomóc znaleźć drogę do domostw. (Diwali = Deepavali co oznacza „rząd świateł). Diwali jest jednym z ważniejszych świąt hinduskich i obchodzone jest z dużym rozmachem. Wymaga też specjalnych przygotowań, na które składają się m.in. zakup nowych ubrań (co na pewno spodobałoby się niejednej kobiecie), które zakładane są następnie podczas świętowania, doprowadzenie domu do porządku (coś jak wiosenne porządki – dobrze wyczyścić, pozbyć się niepotrzebnych rzeczy itp.), udekorowanie domów kolorowymi girlandami, często przygotowanymi samodzielnie z wykorzystaniem tradycyjnych motywów Rangoli, gotowanie smakołyków (głównie słodycze i słodkie napoje, ale chyba nie tylko o czym nieco dalej), no i właśnie odpalanie petard. Przeczytałam, że powinny być odpalane 3. dnia święta, ale tutaj petardy słyszałam codziennie.

Neasden
Neasden

Zainteresowana tematem po raz kolejny udałam się z pytaniami do Pani Landlord, która tym razem po prostu zaoferowała nam wycieczkę do hinduskiej dzielnicy. I tak w niedzielne przedpołudnie udaliśmy się do Southall, po drodze zwiedzając dwie świątynie – Shri Kanaga Thurkkai Amman Kovil i Shri Swaminarayan Mandir (Neasden). Pierwsza skromna, niepozorna, schowana pomiędzy domami w Ealing. Udało nam się uczestniczyć w nabożeństwie, więc wybaczcie, ale z szacunku do obecnych w świątyni wiernych zdjęć nie robiliśmy. Neasden z kolei to przepiękny pałac, w którego istnienie pomiędzy paskudnymi zakładami, stacjami paliw i brytyjskimi domami wciąż nie mogę uwierzyć. Jest otwarta dla zwiedzających jednakże nie można robić zdjęć w środku więc musicie zadowolić się tymi z oficjalnej strony internetowej (linki na końcu wpisu). Dostępne dla zwiedzających są portyk z pięknie rzeźbionymi w drewnie kolumnami (w przyległym do świątyni centrum kultury Haveli), sanktuarium, marmurowa izba Abhishek Mandap i wystawa dot. Hinduizmu. Sanktuarium z gęstym lasem ręcznie rzeźbionych marmurowych kolumn wygląda jak magiczny ogród. Obraz ten podkreślają dodatkowo podświetlone, przypominające zielone liście dekoracje w okolicy ołtarzy. Całość dopełnia przepiękny kopułowy sufit w centrum izby. Ołtarze niestety trochę trącą kiczem – wśród bogato wystawionych darów zaobserwować można było np. kielich wypełniony słodyczami (kolorowe cukierki układały się w obraz) wśród których znalazł się rząd lizaków chupa chups (tak – w opakowaniach) czy pluszowy jelonek (cóż, dary natury). Więcej tego pomieszania tradycji ze współczesnością widzieliśmy natomiast na ulicy.

Diwali
Diwali

A propos ulicy. Do Southall pojechaliśmy przede wszystkim, by zobaczyć udekorowane i oświetlone hinduskie domy. Po drodze jednak zaskoczyła nas wielka uroczystość – zamknięte ulice, rzędy namiotów z hinduskim jedzeniem i procesja. Jeszcze siedząc w aucie zostaliśmy poczęstowani pierwszym daniem – samosą w ostrym sosie z ciecierzycy. Zaskoczeni przyjęliśmy dary i wpałaszowaliśmy je z apetytem. Okazało się, że jednym z „obrządków” Diwali jest dzielenie się i obdarowywanie jedzeniem. Każdy dzieli się czym może – restauratorzy czy piekarze przygotowują posiłki, sklepikarze rozdają produkty itp. W ten o to sposób można spróbować gotowych dań kuchni hinduskiej, popić puszką gazowanego napoju którejś ze znanych światowych marek, przegryźć chipsami czy owocami. Wszystkim bardzo zależy byś spróbował przygotowanych przez nich dań, więc po napełnieniu żołądka nie lada wyczynem zaczyna być odmawianie darczyńcom (co jak nie dajesz rady? Albo wyrzucasz po kęsie albo pakujesz na wynos). Posmakowaliśmy więc podczas Diwali hinduskich słodyczy i wegetariańskich dań (bo w tym czasie raczej nie jada się mięsa). Naoglądaliśmy się pięknie haftowanych kolorowych Sari chowanych pod współczesnymi kurtkami, mężczyzn w Kurtach i sportowych butach. Uczestniczyliśmy w procesji, dla której czyszczący drogę tradycyjnie nie mieli na sobie butów, ale nie rzadko ubrani byli ciuchy z sieciówek. Troszkę nam się mieszały te tradycyjne obrazki z współczesnymi międzynarodowymi markami na nogach, na plecach, do picia, do pochrupania. Nie brakowało jednak emocji. To święto było tak inne od tych, w których uczestniczyliśmy dotychczas. I mimo iż było to uliczne celebrowanie towarzyszyły mu podniosłość, ekscytacja i wzruszenie.

Diwali (Divali, Dipawali, dewanagari दीपावली )

Atrakcje

ZOBACZ TEŻ

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia