Hong Kong. Double deck city

0

Hong Kong był naszym pierwszym przystankiem w chińskiej podróży a dla mnie pierwszym tak dalekim i egzotycznym miastem, po dotychczasowych europejskich podróżach. Przyznam, że się troszkę bałam tego wyjazdu i chyba dobrze, że pierwszy przystanek był właśnie w Hong Kongu. Dwujęzyczne znaki, ludzie mówiący po angielsku, mnóstwo Europejczyków mnie uspokajało. Wiedziałam, że już za moment, kiedy przekroczymy granicę w Lo Wu, zacznie się przygoda, ale na razie było mi wygodnie. Po kilku tygodniach jazdy pomiędzy paroma chińskimi prowincjami wiem, ze są w tym kraju miasta, które są bardziej europejskie niż chińskie i Hong Kong do nich właśnie należy.

Hong Kong
Hong Kong

W Hong Kongu zdecydowanie zachwyca skyline. Dla mnie najpiękniejszy z nowoczesnych miast, jakie dotychczas widziałam. A jeszcze bardziej zachwyca mnie jak wykorzystany został w turystyce. Świetlne show oglądaliśmy jakby dwa razy. Pierwszy raz z Hong Kong Island oglądaliśmy pokaz świateł na jednym z Kowloon’skich biurowców, a kolejnego wieczoru mega prezentację szklanych wieżowców Hong Kong Island (tym razem z przeciwnego nabrzeża, czyli z Kowloon).

W Hong Kongu byliśmy typowymi turystami, czyli zaliczyliśmy przewodnikowe „must visit”. Chętnie bym teraz tam wróciła na nieco dłużej i udała się w mniej typowe miejsca. No, ale co widzieliśmy i gdzie byliśmy? Panorama miasta z 43. piętra Bank of China (wejście za okazaniem paszportu, po skanowaniu rzeczy osobistych i rejestracji w jakimś systemie), Victoria Peak (znowu widok na cudną panoramę i przejażdżka starym tramwajem – ciut się bałam, że nie wciągnie nas tak wysoko i stoczymy się do stacji), świątynie Man Mo i Tai Sui. Troszkę poszwendaliśmy się pomiędzy budynkami i przejechaliśmy się piętrowym tramwajem, by po południu z Victoria Harbour popłynąć na Kowloon. A na tamtejszej Promenadzie Gwiazd próbowaliśmy się przepchnąć przez tłumy Chińczyków, by zrobić sobie zdjęcie na tle pomnika Bruce Lee 🙂 Wbiliśmy się też na moment w głąb Kowloon, ale wszechogarniający tłum dosyć szybko zmotywował nas do odwrotu.

W Hong Kongu zaliczyliśmy nasz pierwszy chiński street food (już pierwszego wieczoru). Musiałam wprawdzie trochę namawiać J. by się skusił. Najpierw usłyszałam „Już pierwszego dnia chcesz się pochorować?”, ale po spróbowaniu zmienił zdanie: „To jest zaje*****. Ja tutaj raczej nie schudnę” I tak już zostało do końca podróży, namawiać go na jedzenie już nie musiałam.

Muszę nieco odwołać co napisałam wyżej, że Hong Kong chiński nie jest. Jedna rzecz, bardzo chińska, już w Hong Kongu zaczęła mnie strasznie drażnić. To, że wszyscy tu się strasznie do siebie drą. Drą mordy, bo ładniejsze określenie nie pasuje, nawet jak rozmawiają z kimś, kto stoi obok. A wrzeszczą tak, jakby ten ktoś stał 10 metrów dalej. Jakoś nie mogłam się do tego przyzwyczaić, a na nich nie robiło kompletnie wrażenie nawet kiedy próbując im zwrócić uwagę, że to irytujące, darłam się do J. Pewnie przyjmowali to za normalny sposób komunikacji między nami.

Hong Kong wydał mi się przytłaczający, ale to zapewne dlatego, że ciągle byliśmy w tej miejskiej jego części (och, jakbym chciała pochodzić po tamtejszych górkach, poczuć przestrzeń i nawet postawić stopę na plaży). Mikroskopijnej wielkości pokój hotelowy za olbrzymie pieniądze, w którym najwięcej przestrzeni mieliśmy chyba w wannie. Po obstawieniu łóżka naszymi bagażami jakakolwiek przestrzeń pozostawała za oknem. No dobrze, nie jakakolwiek, bo widok mieliśmy wart dopłaty do pokoju powyżej 22. piętra. Przyglądając się okolicznym hotelom współczuliśmy osobom mieszkający na niższych piętrach, gdzie najczęściej za oknem była po prostu ściana budynku, który stoi niecałe 2 metry dalej (do Darka L. – dzięki za cynk o hotelowych oknach 🙂 ). Przemierzając kilometry między budynkami miało się wrażenie, że idzie się w kanionie. Tylko nie takim naturalnym, a w stworzonym przez architektów i planistów miejskich. Stosunkowo wąskie ulice i bardzo wąskie chodniki puszczone pomiędzy wysokimi budynkami, duży ruch uliczny i mnóstwo kładek, zmuszających do wędrówek góra-dół, schody, schody, schody…

Hong Kong (香港; „Fragrant Harbour”), Hong Kong Special Administrative Region of the People’s Republic of China

ATRAKCJE

  • Victoria Peak
  • Avenue of Stars
  • Bruce Lee’s Monument
  • Symphony of Lights
  • Bank of China
  • Man Mo Temple
  • Tai Sui Temple
  • Victoria Harbour

VICTORIA PEAK

Godziny otwarcia:

The Peak Tram:
Pon – codziennie, 7:00 – 24:00
Taras widokowy:
Pon. – Pt., 10:00 – 23:00
Sob. – Niedz.,8:00 – 23:00

HOTEL

Best Western Hotel Causeway Bay
Cheung Woo Lane, Canal Road West, Causeway Bay, Wan Chai, Hongkong

Hotel dosyć drogi, ale w Hong Kongu wysokie ceny to norma. Posłuchaliśmy rady i dopłaciliśmy do pokoju powyżej 20. piętra, by mieć okna i widok (bo na niższych piętra często z okna widać ścianę sąsiedniego budynku). Wszędzie blisko. Skromne śniadanie w cenie.

ZOBACZ TEŻ

3c_359x201_p_chiny

3c_359x201_p_szwecja

3c_359x201_p_hiszpania

3c_359x201_p_jordania

3c_359x201_p_polska

3c_359x201_p_norwegia

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia