Dwa krótkie przystanki na Węgrzech – Budapeszt i Tokaj

0

Marketing na mnie działa. Urzeczona pięknymi zdjęciami Budapesztu z katalogów turystycznych, od lat marzyłam by tam pojechać. Zdecydowaliśmy więc, że w drodze do Rumunii zatrzymamy się w Budapeszcie. W ten sposób swoje któreś tam urodziny spędziłam w stolicy Węgier.

Budapeszt
Budapeszt

I mimo iż ostatecznie miasto okazało się nie być tak pięknym, jak na podciągniętych programem graficznych zdjęciach, urzekło mnie swoim klimatem. W ciągu dnia szumne od turystów przemieszczających się pomiędzy atrakcjami, które koniecznie trzeba zaliczyć (my również przyjęliśmy sposób zwiedzania wg top 10 przewodnika), a wieczorem tętniące życiem w pubach nad Dunajem.

 

Termy Szechenyi
Termy Szechenyi

Główną atrakcją naszej wizyty okazały się Termy Szechenyi. Z dostępnych w mieście wielu basenów wybraliśmy ten, gdyż według przewodnika miał być najbardziej okazałym (bo chodziło nam o popluskanie w tych starszych obiektach, a nie współczesnych basenach, które są niemalże wszędzie na świecie). Nie zawiedliśmy się, bo miejsce robi wrażenie. Część wewnętrzna basenów przypomina sanatoria z filmów z lat 80.,wygląda niedbale, a smród unoszący się z wód leczniczych może skutecznie odstraszyć od zanurzenia ciała w wodzie (w towarzystwie co by nie mówić głównie starszych osobników). Wędrując jednak bardziej w głąb obiektu, a następnie wychylając głowę na zewnątrz zrobiłam „wow”. Basenów nie cierpię, nie pływam, unikam, nie korzystam… W tym kąpielisku robiłam to z wielką chęcią, nie z uwagi na gorącą wodę czy bąbelki, a piękne otoczenie.

Tokaj
Tokaj

Z kolei w drodze powrotnej z Rumunii zatrzymaliśmy się w Tokaju. W ogóle nie planowaliśmy tam przystanku, zostaliśmy do niego zmuszeni przez kolejną w tym roku przepaloną żarówkę w aucie, która uniemożliwiała nam bezpieczną nocną jazdę. I bardzo dobrze, że się przepaliła, bo nie sądzę bym kiedykolwiek planowała wizytę w Tokaju. A tak zawitaliśmy do tego uroczego małego miasteczka.

 

Tokaj
Tokaj

Właściwie spędziliśmy tu tylko noc w małym hotelu przy jakiejś mało ruchliwej, jednokierunkowej uliczce. Uliczce pełnej niewielkich ale uroczych restauracji i pijalni tokaju (bo chyba pub’ami nie wypada ich nazwać:)). Rano niemalże od razu po przebudzeniu wyruszaliśmy w dalszą podróż powrotną, wcześniej robiąc solidne zakupy w jednym z małych sklepików. Zakupy, do których zainspirowaliśmy się przed pójściem spać degustując lokalny tokaj w jednej z restauracji. Do dnia, w którym pojawiłam się w Tokaju, moje wyobrażenie o winie o tej samej nazwie co miasto, było bardzo ograniczone. Ot, słodkie wino w butelce owiniętej złotą pończoszką – kabaretką. Jakież było moje zdziwienie, nader pozytywne, kiedy w Tokaju poznałam inne odmiany tokajskiego wina, i wcale nie słodkie. Wino lubię, słabo się na nim znam, ale wiem na pewno, że za słodkimi wyrobami nie przepadam. Z tego też powodu, po kilku próbach tokaju, nigdy to wino do mojego koszyka nie wpadało. Do czasu zakupów w Tokaju, gdzie do kilku litrowych butelek wina wiezionego z Rumunii dołączyły kilku litrowe butle wina tokajskiego.

Budapeszt (Budapest /ˈbuːdəpɛst/)

Atrakcje

  • Budapest Parliament
  • Chain Bridge
  • Buda Castle Hill
  • Royal Palace
  • Fishermen’s Bastion
  • Szechenyi Baths
  • Thermal Baths
  • Budapest Keleti Train Station

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia